Język sprawozdawców sportowych. Scharakteryzuj go, odwołując się do wybranych relacji zawodów sportowych

Większość z nas rzadziej lub częściej zasiada przed telewizorem (ewentualnie włącza radio), by obejrzeć (posłuchać) relacji z danego wydarzenia sportowego. Może to być mecz piłkarski, zawody lekkoatletyczne, skoki narciarskie – a i tak możemy mieć pewność, że będziemy znali choć jednego z komentatorów. Wiąże się to nie tylko z ich wszechstronną wiedzą na temat sportu, ale również z rozpoznawalnością. Jednak komentarz na żywo to niełatwa sztuka.
Wymaga nie tylko wiedzy, ale umiejętności improwizacji – czasem nawet kilkugodzinnej, czego przykładem są pięciosetowe mecze tenisa ziemnego czy długie wyścigi kolarskie. Tak opisywał swój pierwszy mecz Mateusz Borek: Przygotowałem się najlepiej, jak mogłem. Jednego jednak nie przewidziałem: to jest potwornie ciężka, fizyczna praca. W 55 minucie nie miałem już sił, żeby dalej gadać. A ten mecz skończył się dogrywką. Tu pojawia się interesujący dla nas wniosek: zmęczonemu człowiekowi łatwiej o pomyłki językowe. Oczywiście, że dziennikarz musi być (co wynika z natury tego zawodu) sprawny komunikacyjnie, ale trudno o brak pomyłek, gdy jednocześnie trzeba komentować, sprawdzać tabele, a jednocześnie nadal pozostać fanem sportu, dla którego emocje stanowią naturalną część obserwowanego wydarzenia… Tak więc kończąc wstęp, wiemy jedno – język komentatorów sportowych jest wyjątkowy i niepowtarzalny, a bazuje na wiedzy oraz umiejętności komunikacji i improwizacji. Warto zatem poznać go dokładniej, aby mieć świadomość, jak to wygląda to ciekawe zjawisko.

Dobrym rozwiązaniem jest analiza poszczególnych cytatów, można by powiedzieć: nieświadomie wypowiadanych złotych myśli naszych czołowych komentatorów, wśród których prym wiodą Włodzimierz Szaranowicz i Dariusz Szpakowski. Nie chodzi jednak o to, by drwić z – jakby nie patrzeć – fachowców, choć czasem faktycznie nietrudno o uśmiech. Rozważmy zatem błędy, humor językowy i stylistykę języka komentatorów, zastanawiając się, z czego one wynikają.

Na początek dwa znane cytaty: podniosła swoje olbrzymie ramiona, niczym skrzydła jakiegoś holenderskiego wiatraka i Australijka ucieka jak drapieżna barakuda gdzieś tam wokół rafy koralowej. Po pierwsze, czy wypada mówić o kobiecych ramionach, że są olbrzymie? W lepszym tonie byłoby nazwanie ich długimi, masywnymi – eufemizmy są czasem pożądane. Po drugie, skrzydła holenderskiego wiatraka? Śmiejemy się z tego mało fortunnego, aczkolwiek bardzo finezyjnego porównania, ale właśnie tu widać skojarzenia komentatora; nawet gdy rozemocjonowany opisuje zachowanie i wygląd zawodniczki, gdzieś w jego wyobraźni nasuwają się mniej lub bardziej trafne skojarzenia. I bardzo dobrze! Bo komentatorzy bez wyobraźni sprawiają, że moglibyśmy umrzeć z nudów. Pozostaje jedynie kwestia jakości skojarzeń. Jeżeli są one bardziej adekwatne – komentator trzyma klucz do sukcesu. Przejdźmy do Barakudy jak na rafie koralowej. Emocje Tomasza Zimocha to zwykle powód do śmiechu, ale oddajmy mu szacunek, bo w końcu dobrze kojarzy Australię z rafą koralową i… barakudą – trzeba przyznać, że to oryginalne wtrącenie. Podobnie jak w przypadku Przed nią jeszcze Japonka Yuko Nakanishi stała na słupku jak japońska gejsza, ale teraz przerodziła się w jakąś wojowniczkę ninja…

Przy okazji Tomasza Zimocha mnożyć można mniej lub bardziej zamierzone językowe żarty. Widać także wiele błędów, które oczywiście należy wybaczyć, ale stanowią ważny punkt odniesienia w naszych językowych rozważaniach. Otylia Jędrzejczak jest wielkim, pięknym polskim motylem! Jest delfinem!  Można by zatem zadawać pytanie, czy bardziej jest delfinem, czy może motylem? Inny cytat: Sytuacja się zmieniła diametralnie o 360 stopni. Jeżeli więc o 360 stopni, czyli nie zmieniło się nic? Wiele wewnętrznie sprzecznych stwierdzeń sformułował Dariusz Szpakowski, ale czynił to zawsze pod wpływem emocji: Baros cofnął się do przodu; trafił bramką w słupek; zostały 3 minuty, czyli jakieś 100 sekund; nikt nie stoi, proszę państwa, wszyscy wstali; jak państwo widzą, nic nie widać w tej mgle. Wszystkie powyższe cytaty są nieprzemyślane oraz pełne błędów i sprzeczności, ponieważ decyzja o ich wypowiedzi, musiała zostać podjęta w ułamki sekund.

Błędem Zdzisława Ambroziaka jest z kolei niewłaściwa artykulacja, przez co cierpi język, gdyż jak można sprawnie komunikować się, sylabizując ważne słowa, w ważnym momencie?

Są także sprawozdawcy, którzy prawdopodobnie wychodzą z założenia, że flegmatyzm jest lepszą metodą na poprawne komentowanie. Nie zawsze. Unikający emocji Andrzej Borowczyc potrafi lakonicznie stwierdzić tutaj mamy chyba jakiś wypadek, gdy na torze ginie właśnie kierowca. Przy okazji tego komentatora warto również wspomnieć o błędach, kiedy to próbuje się spajać dwie kompletnie niezwiązane ze sobą informacje w jedno zdanie. Dobitnym przykładem jest zwrot Nico Rosberg jest co prawda pół-Finem, ale Sebastian Vettel jest w gorszej sytuacji, gdyż startuje z brudniejszej części toru…

Czasem też język, którym posługują się komentatorzy, wymyka się spod kontroli i zwyczajnie staje się nieetyczny, niewłaściwy – choć nie da się ukryć – jednocześnie prześmieszny. Tak było w przypadku słynnego sędziego – Turka – którego Tomasz Zimoch w swoim komentarzu w ostatnich minutach meczu przekonywał: Turku, kończ ten mecz! W kontekście sytuacji i całej wypowiedzi emocje są jak najbardziej uzasadnione i zapewne większość kibiców krzyczała do telewizora/radia to samo. Ale komentator, choć też widz, to pełni rolę dziennikarza, powinien więc kontrolować język, jakim się posługuje i nie wypowiadać słów, które są w oczywisty sposób niegrzeczne i za daleko idące.

Język komentatora sportowego musi mieć… sportowy charakter, trudno więc unikać używania określeń właściwych dla danej dyscypliny sportowej. Są jednak komentatorzy, których mowa pełna jest niepotrzebnie nagromadzonych elementów żargonu sportowego, co budzi śmiech, bo w końcu ile można słuchać tych samych określeń? Łatwo się domyślić, że jest to swego rodzaju popis – choć po latach rutyny, taki Włodzimierz Szaranowicz ma prawo do błędów i zniżek formy. Internauci bardzo celnie punktują, jakich słów komentator używa najczęściej: timing, regres, hill size, termika na skoczni, jak donosi La Gazzeta Dello Sport itd. Dobry znajomy Szaranowicza – Dariusz Szpakowski – także ma kilka ulubionych stwierdzeń, na przykład: standing ovations; crossowe podanie; Jak mawiał Kazimierz Górski, dopóki piłka w grze itp.

Innym błędem komentatorów, przekładającym się bezpośrednio na język komunikacji, jest nieproporcjonalne skupienie się na danych, anegdotach, statystykach – a nie samych rozgrywkach. W taki oto sposób gole i rekordy skoczni potrafią przebudzić nas z letargu spowodowanego monologiem na temat ulubionej potrawy albo planach na wakacje zawodników. Na obronę komentatorów można przypomnieć fakt, że o czymś trzeba opowiadać przez te czasem nawet kilka godzin. Poza tym widzowie są ciekawi szerszego kontekstu, a mają oczy, by patrzeć, co dokładnie dzieje się na ekranie. Jak ze wszystkim – ważne są właściwe proporcje.

Język może się plątać jeszcze z innych przyczyn – na przykład technicznych. Piękną wizualizacją tego problemu niech będzie słynny komentarz Lesława Skindera z Olimpiady w Atenach. Zaczęło się od pochwał na temat Roberta Korzeniowskiego: ktoś mu dał biało-czerwoną flagę i biało-czerwony piechur, najlepszy piechur, jakiego kiedykolwiek miało wojsko polskie, husaria, w zębach trzyma flagę w tej chwili biało-czerwoną i dalej macha tymi rączynami, żeby dojść do mety… Swoją drogą, to kolejny przykład na barwny, skojarzeniowy opis sytuacji. Nagle pojawiają się problemy techniczne, mianowicie na fonii jednocześnie słychać Skindera i Szaranowicza, nieświadomych wzajemnego zagłuszania się. Wtedy właśnie cała Polska przed telewizorami mogła usłyszeć, co mówi Lesław Skinder, gdy komunikuje się z realizatorami, a nie kibicami przed odbiornikami. Można uśmiać się do łez: Co się stało? Szaranowicza miałem na uszach i zgłupiałem, no. Dobrze, daj! Ja jestem gotów, nie martwcie się. Dobrze, dobrze. Jezus, Jezus Maria, no. Zgłupiałem. Z Jóźwikiem go usłyszałem. Swoją drogą, chwała i cześć za powstrzymanie się od nerwów, oczywistych w tak ważnej chwili. Wystarczy sobie przypomnieć wulgarny język Kamila Durczoka i Tomasza Lisa, którzy zostali nagrani przed wejściem na żywo. Pan Skinder okazał wyjątkowo zimną krew, choć słychać w jego słowach naturalność i dużą dozę zakłopotania. Radzenie sobie z niepowodzeniami w transmisji na żywo to także miara wielkości komentatora, świadectwo języka, jaki potrafi i jakiego chce używać w swojej pracy.

Reasumując, zwróćmy uwagę na dwa aspekty językowe sprawozdawców sportowych. Jeden z nich to poziom kontekstowy, a drugi – językowy. Jedno wynika z drugiego. Bierze się to stąd, że praca komentatora sportowego wymaga połączenia kilku kompetencji: umiejętności improwizowania, pewności na wizji i fonii, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, ogromnej merytorycznej wiedzy i skupienia na kilku rzeczach jednocześnie. Ponadto sprawozdawca, choć jest miłośnikiem sportu, musi powstrzymać nerwy na wodzy i unikać bezstronności, emocji, ale zachowując przy tym humor i ciekawy styl wypowiedzi. To wszystko jest trudne, dlatego w języku komentatorów pojawiają się błędy, zarówno logiczne, jak i składniowe. Charakterystyczny dla kilku popularnych sprawozdawców żargon okazuje się dodatkowo zabawny, dlatego większość wypaczeń i ciekawostek językowych jest traktowana z przymrużeniem oka, a kilka pokoleń polskich kibiców nie wyobraża sobie innych komentatorów niż Szpakowski, Szaranowicz, czy Zimoch. Język sprawozdawców jest więc dziennikarski, ale diametralnie inny od na przykład korespondentów sejmowych, bardziej barwny i spontaniczny. To język, który bawi, przyciąga przed odbiorniki i nierozerwalnie wiąże się ze sportowymi emocjami.

Bibliografia

Literatura podmiotu

1. Wybrane wypowiedzi komentatorów sportowych

Literatura przedmiotu

1. Cienkowski Witold, Język dla wszystkich, Warszawa, Książka i Wiedza, 1978, rozdz.: Język i styl dziennikarzy i sprawozdawców sportowych, s. 155-158
2. Koc Krzysztof, Nogi, nogi uciekły do boku!!! O języku sprawozdawców sportowych, Polonistyka, 2005, dodatek nr 3, s. 20-24
3. Miodek Jan, O stylu sportowym, Język Polski w Szkole Średniej, 1991/1992, nr 1, s. 87-89

Ramowy plan wypowiedzi

1. Teza: Z uwagi na swój unikatowy charakter język sprawozdawców sportowych odróżnia się od żargonu dziennikarskiego i zawiera dużą ilość błędów i ciekawej stylistyki.

2. Kolejność przedstawiania argumentów:
a) trudności w pracy sprawozdawcy sportowego
b) niefortunne porównania jako mniej lub bardziej zamierzony efekt stylistyczny
c) humor językowy
d) pozajęzykowe błędy komunikacyjne
e) aspekty etyczne i profesjonalne
f) problemy techniczne jako źródło pomyłek

Wnioski:
a) Często niewłaściwie używany język sprawozdawców jest efektem spontanicznej i emocjonującej pracy.
b) Specyficzny styl wypowiedzi sprawozdawców jest nacechowany humorem; indywidualną stylistyką wyrażaną na przykład w postaci niecodziennych porównań.
c) Dziennikarze powinni dążyć do poprawienia jakości swojej wypowiedzi. Choć ich barwne komentarze są rozpoznawalne, nie powinny być główną atrakcją relacji.

 

2 thoughts to “Język sprawozdawców sportowych. Scharakteryzuj go, odwołując się do wybranych relacji zawodów sportowych”

  1. Witam,

    Chciałbym się dowiedzieć kto jest autorem tej pracy, gdyż chciałbym tę osobę zacytować swojej.

    Pozdrawiam

     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.